Ridley Scott, „Łowca androidów”, wersja reżyserska

Posted in: , by . 6 Comments



Epicka, uniwersalna, nie starzejąca się mimo upływu wielu lat opowieść o tym, czym jest człowieczeństwo, do czego prowadzi odwieczne pragnienie osiągnięcia nieśmiertelności, ubrana w sugestywną szatę wizualną, zafascynuje nie tylko zapalonych miłośników gatunku, ale także fanów kina, których zainteresowania dryfują w kierunku przeciwległym, czy też - nomen omen - ku innej galaktyce. 

The permalink

6 Responses to Ridley Scott, „Łowca androidów”, wersja reżyserska

  1. Trudno byłoby mi wymienić najlepszą scenę tego filmu - tak wiele jest tu perfekcyjnych momentów, zarówno pod względem obrazu, dramaturgii, nienachalnej symboliki, dźwięku. Sceny walki w domu pół-żywych zabawek, które nawet przy entym razie potrafią przyprawić o palpitacje; finalna rozgrywka, która jednocześnie jest pogonią i ucieczką Blade Runnera; ale też i chwile liryczne, jak scena pierwszego spotkania łowcy z dziewczyną, która jeszcze nie wie, że jest jego celem (ale on już to podejrzewa), rozpoczynająca się od rozmowy o sztucznej sowie... Dziękuję za opisanie, mnie by było trudno, bo w moim domu Łowca ma niemal swój ołtarzyk :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @KT Bardzo mnie cieszy Twój komentarz i dobre słowo. :) Moja recenzja jest o tyle specyficzna, że nie jestem fanką gatunku. Jestem raczej anty-fajnką. Obejrzałam zaledwie dwa filmy science - fiction, z czego ten jest drugi, w dodatku uproszono, bym spróbowała nań zerknąć, skoro moja reakcja na "Prometeusza" była dość pozytywna. Dałam jej wyraz w komentarzu do recenzji zamieszczonej tutaj. Pewnie dlatego łatwiej było mi napisać z dystansem o "Łowcy androidów". To, że ten film mi się spodobał, świadczy o uniwersalności jego fabuły. Mnie - oprócz tego, o czym piszesz - urzekła strona wizualna filmu, a wartkość, z jaką płynie z ekranu opowieść spowodowała, że oglądało mi się film wyjątkowo dobrze.

      Naprawdę gorąco go polecam wszystkim! :)

      Usuń
    2. Scott ma bardzo mądre założenie reżyserskie, z którym zabiera się za filmy sci-fi. Brzmi ono: bardzo niewiele się zmieni. Np. świat albo długo używane przedmioty dalej będą brudne bo tak też jest dziś i teraz. A w warstwie wizualnej Blad Runner jest niczym innym jak czanym filmem amerykańskim w kolorze. Stąd Ford wygląda jak Humphy Bogart a Sean Young jak kobieta wyjęta z kryminałów Chandlera. No i stara prawda: dobra historia sprzeda się w każdej konwencji. Ja też jestem anty-fanem SciFi, ale zawsze wracam do Blade Runnera lub doceniam lekturę Drogi MacCarthyego.

      Usuń
  2. @DŚ To prawda, mnie to właśnie powstrzymało od parsknięcia, sic!, parsknięcia śmiechem, jaki mi towarzyszył przy próbie obejrzenia odcinka serialu "Star Trek". Wszelkie zajawki ze statkami kosmicznymi, jedzeniem w pastylkach z gruntu mnie odstręczają. A tutaj co? Ubrania normalne, a nie jakieś dziwne kostiumy, jedzą, jak każdy inny, współczesny człowiek, coś na kształt dzielnicy azjatyckiej, jak z porządnego filmu sensacyjnego z lat siedemdziesiątych, to mi starło jakikolwiek uśmiech, czający się w kącku ust w chwili, gdy pojawiły się napisy początkowe. Reżyser zadbał o to, byśmy zauważyli ciągłość teraźniejszości, płynnie wchodzącej w etap nieznanej przyszłości i te nawiązania właśnie spodobały mi się ogromnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. @DŚ Święte słowa, że dobra historia to podstawa, reszta to tylko otoczka. Ale broniłabym SF jako gatunku, gdyż daje ogromny potencjał do opowiedzenia o człowieku wyjętym z "normalnego" świata, skonfrontowanego z pewnym fatalizmem dziejów, przez co uniwersalizm ma niejako wpisany w geny :) Oczywiście dotyczy to dobrych filmów, jak w przypadku każdego gatunku. Warto odróżnić filmy stworzone tylko jako pretekst do pokazania efektów specjalnych czy połyskujących kostiumów od jakościowego kina z treścią. Ale to chyba dotyczy nie tylko SF, prawda? :) @AK Nie powiedziałabym, że w BR są normalne ubrania :) Sęk w tym, że scenografia i charakteryzacja są naturalną konsekwencją tego niezwykle spójnego świata, dlatego Cię nie śmieszą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @KT Użycie określenia "normalne ubrania" było pewnym uproszczeniem, a nie dosłownością. :-) Wybacz niejasność sformułowania - istota tego, o co mi chodziło zawarta jest w ostatnim zdaniu, a Twoja uwaga znakomicie rozwija moją myśl. Podpisuję się pod Twoimi słowami obiema ręcyma.:-)

      Usuń