Wystudiowany erotycznie film Bernardo Bertolucciego, z fascynująco poprowadzonym wątkiem obyczajowym, pozbawiony sensownej puenty, ale okraszony cudowną ścieżką dźwiękową, która obok sugestywnych ujęć, przykuwających zachłanny wzrok widza, wzmaga pragnienie, by jej słuchać i słuchać bez końca.

Chyba jedyny film Bertolucciego, którego nie widziałem.
OdpowiedzUsuńOglądało mi się dobrze, bo to dla mnie smakowity muzycznie i plastycznie "obrazek" ale kiedyś dyskutowałam z ze znajomym i byliśmy zgodni - nie wiemy, po co ten film został zrobiony - jest przekombinowany i koniec rozczarowuje. Pomysł na konwencję filmu nieco przypomina mi "Rzymską opowieść", ale ona z kolei spodobała mi się bardzo i bez większych zastrzeżeń. Mimo tych wszystkich uwag, "Marzyciele" będą pierwszym filmem, po który znowu sięgnę po powrocie do domu. Polecam Ci obejrzeć i wyrobić sobie własne zdanie - chętnie je poznam. :)
Usuń