Dla tych, którzy lubią przenikliwe psychodramy o dojrzewaniu
– trójka (doskonałych) aktorów, jedna (urokliwa) lokacja i niezły kocioł
emocjonalny, a dla tych, których "grzebanie się w bebechach" przytłacza – bardzo zabawne
sceny pijackiego seksu i jedzenia wegańskich naleśników.
„Wszystkie odloty Cheyenne'a” („This Must Be the Place”)
Kunszt aktorski Seana Penna to wisienka na torcie, jakim jest ten niezwykły, przepiękny, wystudiowany i wysmakowany estetycznie film, pozornie opowieść o dojrzewaniu i o rozprawie z własnym ojcem, a faktycznie o najgłębszych problemach człowieczych, wadzeniu się z rzeczywistością, bolesnym uzmysławianiu sobie na każdym kroku i w każdym wydarzeniu, że nie jest się jedynym na świecie i własne przeżycia nie są wyjątkowe.
Iron Sky
Jeśli to jeden z tych wieczorów, kiedy nawet film przyrodniczy wymaga od nas zbyt wielkiego wysiłku intelektualnego, zawsze można sięgnąć po inwazję nazistów z Księżyca z okrętem flagowym Siegfried na czele, a przy okazji poznać prawdziwą historię powstania kabla USB.
„Dziewczyna z okładki” („Cover Girl”)
Ona jest biedna i on jest biedny, ale się kochają, ona ma szansę na karierę, on ją odpycha, by nie stać na jej drodze, a na końcu..., na końcu nieważne, bo historia choć banalna, to skoro ona to Rita Hayworth, a on to Gene Kelly, to koniecznie obejrzeć trzeba ten film, na przykład dla nieprawdopodobnego Gene'a Kelly'ego mocującego się w tańcu z alter ego.
„Zatańczymy?” („Shall We Dance?”)
Tego niezwykłego musicalu, do którego muzykę specjalnie napisał George Gershwin, choreografię ułożył i perfekcyjnie wytańczył Fred Astaire, a urok mu nadała Ginger Rogers, nie można pominąć, dzięki tak obłędnym numerom, jak Slap That Bass czy przezabawnemu stepowi na wrotkach w Let's Call the Whole Thing Off).
„Parada wielkanocna”
Śliczna, przepięknie śpiewająca Judy Garland (I Want to Go Back to Michigan!) i nieziemsko stepujący Fred Astaire zakochują się w sobie (mimo chwilowego kryzysu, gdy ona krzyczy, że on jest „nothing but a pair of dancing shoes”) w rytm wspaniałych piosenek Irvinga Berlina, wykonując jeden z ich najsłynniejszych numerów: We're a Couple of Swells.
Bartosz Konopka, „Lęk wysokości”
W tym filmie nie znajdziecie: martyrologii historyczno - religijnej, seksu po polsku, moralizowania jak ze szkolnej ławki, żenujących gagów, podejrzanych w zagranicznych komediach z lat osiemdziesiątych, znajdziecie natomiast prosto opowiedzianą, wzruszającą historię miłości ojcowsko - synowskiej, z chorobą psychiczną w tle, przedstawioną taktownie i mądrze, pozbawioną niepotrzebnego zadęcia czy naturalizmu, okraszoną świetnym aktorstwem Krzysztofa Stroińskiego i Marcina Dorocińskiego.






