Krótka i podana w lekkiej formie wariacja na temat skutków pojawienia się polskiego Żyda we wsi zabitej dechami, próbująca odpowiedzieć na pytanie, czy współcześnie mieszkańcy małej miejscowości potrafią wzbić się ponad stereotypy, a jeżeli tak - kto spośród wiejskiej społeczności jest do tego zdolny oraz czy jakakolwiek jej część żyje dawnymi uprzedzeniami i wyobrażeniami na temat społeczności żydowskiej.
„Behind the Candelabra” (Steven Soderbergh)
Scott Thorson poznał Liberace, kochanego przez całą Amerykę pianistę, największego showmana Las Vegas, gdy liczył lat 17, Liberace miał około 60; panów połączyła miłość, a po pewnym czasie podzieliła ich nienawiść, czym więc wyróżnia się ta historia na tle tysięcy podobnych – można zapytać, a ja odpowiem, że geniuszem Liberace (na marginesie: w połowie polskiego pochodzenia, o imieniu brzmiącym swojsko, Władziu), którego warto poznać choćby za pośrednictwem tego filmu, w którym w protagonistów wcielili się Michael Douglas i Matt Damon, w postać szalonego chirurga plastycznego Rob Lowe, a film dla HBO zrealizował Steven Soderbergh.
Liberace i jego słynne Boogie Woogie.
„Iluzja” (Now you see me), Louis Leterrier
W pojedynkę byli dobrzy, ale razem już cudowni, Czterej Jeźdźcy Apokalipsy i trzy widowiskowe numery, które pozwalają spojrzeć na magię z innej strony, z każdej strony właściwie, byle nie z bliska, bo wtedy dużo umyka.
„Jesteś Bogiem”
Opowieść o smutnym życiu i samobójczej śmierci Magika, lidera Paktofoniki, poruszyła do szpiku kości nawet kogoś, kto nigdy polskiego hip hopu nie słuchał - ale tylko w reportażu Lidii Ostałowskiej z 2001 roku, który ponoć był inspiracją dla tego bardzo nieudanego, wyjąwszy dobre kreacje młodych aktorów, filmu.
„Prawnik z Lincolna”, Brad Furman
Dramat sądowy o wartko toczącej się akcji broni wtórności fabuły świetną grą aktorską z doskonałą kreacją Matthew McConaughey'a.
„Człowiek na torze”
Człowiek przedwojenny, jego irytujące wartości, bezsensowna upartość... no i starość przywiązana do zasad i rytuałów uwiera peerelowskich postępowców, denerwuje i męczy - nie polubią go, ale przynajmniej otworzą okno (jest wszak rok '56) i wpuszczą do zatęchłego pokoju nieco świeżego powietrza, może nieco zbyt nachalnie, zbyt naiwnie, ale co tam - każdemu systemowi dobrze robi czasem zauważyć kogoś, kto szedł pod prąd.






